ŁyżeczkaCzyliChilli
Queen/ myjemy ząbki



Oh my my my 2005
październik
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
maj


famfaramfam
famfaramfam
judytta
gosia
dziewczynka
aneczka reaktywacja
andzia
karolinka
justynka
marianna
tommy
aneczka i wredotka

późno zapóźna*
bajka zmienia zakonczenie.ewidentnie
za pare dni ciag dalszy*
dziekuję.
j-ai-tort 2005-10-31 11:17:50
skomentuj (4)
be like miss Golightly. 1.
W kamienicy mieszkałam od tygodnia, kiedy na skrzynce pocztowej należącej do mieszkania nr.6 zobaczyłam dziwna wizytówkę. Widniało na niej nazwisko wydrukowane elegancka kursywa : Panna Holly Golightly , a pod spodem napis : w podroży. Całość prześladowała mnie niczym natrętna melodyjka : Panna Holly Golightly w podroży.
Panna Golightly mogła nie zdawać sobie sprawy z mojego istnienia gdyby nie pewne lato kiedy stałam się niemal autorytetem w dziedzinie jej obyczajów. Obserwując zawartość kosza na śmieci pod jej drzwiami odkryłam, ze czytuje głownie brukowce, foldery biur podroży (‘Przewodnik po Czarnym Lądzie’ , ‘Bezdroża Afryki’ , ‘Polityka Republiki Południowej Afryki’) i horoskopy, pali tajemnicze papierosy o nazwie absolutnie brzmiącej jak rosyjski cyrk – Picaudelly’s. Jada wyłącznie musli bananowo-rodzynkowe ze sklepu Ray’a Wickfielda oraz pieczywo tostowe, a barwa jej włosów nie jest do końca naturalna. Z tego samego źródła zaczerpnęłam informacje o tym, ze otrzymuje listy od kogoś z północnej Alabamy. Były one zawsze pozalewane lub poskręcane, niczym papiloty. Czasami, przechodząc obok, podnosiłam jedną z nich. Najczęściej pojawiały się na nich słowa : pamiętaj i tęsknie, i odpisz i cholera i cholera jasna, samotny. Jej kosz zagracały sterty butelek po mleku, wodzie i Martini czym można było wytłumaczyć wiecznie pozalewane listy. Miała tez tchórzofretkę i grywała na mandolinie. Kiedy słonce mocno prażyło, myła głowę i razem z fretka, cynamonowo-czekoladową, siadywała na schodkach pożarowych, gdzie brzdąkała na mandolinie, póki włosy jej całkiem nie wyschły. Słysząc muzykę zawsze siadywałam dyskretnie przy oknie. Grała potwornie, niekiedy tez śpiewała. Miała szorstki, głęboki glos dorastającego chłopca. Znała wszystkie aktualne szlagiery z modnych musicali, piosenki Doorsow, Lily Downs, Elli Fitzgerald czy Cole’a Portera. Najbardziej lubiła numery z ‘My Fair Lady’, które tego lata robiły furorę.
Ale czasami grywała kawałki tak dziwne, ze zastanawiałam się, skąd tak właściwie pochodzą. Takie proste, ckliwe melodie. Jedna z nich brzmiała :
„Deszczowe wtorki,które przyjdą po niedzielach..kropelka żalu której winien jesteś ty..nieprawda,ze tak miało być..ze warto w byle pustkę isc..to wciąż za mało moje serce żeby zyc..uciekaj skoro swit,bo potem będzie wstyd i nie wybaczy nikt...chłodu ust..braku słow...uciekaj skoro swit..bo potem będzie wstyd i nie wybaczy nikt...chłodu ust twych..” i chyba do niej właśnie Holly miała najwiekszy sentyment, bo grala ja dlugo,choc jej włosy już wsychly,slonce zaszło i w wieczornym zmierzchu pojawiały się pierwsze rozświetlone uliczne lampy.
Jednak nasza znajomość nie rozwijała się zbytnio,az do pewnego czerwcowego wieczora, kiedy fale gorącego powietrza zaczynaly przypominać o nadejściu lata. Byłam tego dnia w Le Papa, malej kawiarence połączonej z wszechobecna ostatnich latach czytelnia. Potem wrocilam do domu i ulokowałam się w łóżku ze szklaneczka brandy i najnowsza powieścią Raptubes’a. Było mi wygodnie i dobrze, a jednak nie mogłam pozbyć się uczucia niepokoju, które narastało aż do momentu kiedy zaczęłam słyszeć bicie własnego serca. Czytałam już o takim wrażeniu...czasem nawet sama o nim pisywałam, ale nigdy nie mogłam tego doświadczyć. Czułam ze ktoś mnie obserwuje...ze ktoś jest w moim pokoju. Potem usłyszałam tylko stukanie w szybę i mignęła mi szara postać. Rozlałam drinka. Upłynęła chwila nim odważyłam się podejść do okna i spytać pannę Golightly o cel jej wizyty..

Cdn.

j-ai-tort 2005-05-28 19:20:07
skomentuj (5)
panna Holly Golightly w podróży.
Sporo po północy obudził mnie krzyk pana Yunioshego. Jako że mieszkał na najwyższym piętrze.
-Panno Golightly! Ja protestuję !
Tembr głosu dochodzącego z dołu schodów tętnił głupotą młodości i rozbawieniem.
-Och,skarbie,przepraszam. Zgubiłam ten cholerny klucz.
-Nie może pani ciągle do mnie dzwonić. Niechże dorobi sobie pani własny klucz,błagam!
-Ależ ja je wszystkie gubię!
-Ja pracuję,muszę się wyspać-krzyknął pan Yunioshi.-A pani zawsze dzwoni do mnie..
-Och,nie gniewaj się,mój kochany,więcej tego nie zrobię.A jak nie będziesz się wściekał-jej głos zbliżał się,gdy wchodziła po schodach-to może nawet pozwolę ci zrobić te zdjęcia,o których mówiliśmy.
Słyszałam milczenie pana Yunioshego,słyszałam gdyż towarzyszyła mu wyraźna zmiana oddechu.
-Kiedy? – spytał.
Dziewczyna zaśmiała się.
-Kiedyś - odpowiedziała niedbale
-W każdej chwili - rzekł i zamknął drzwi.

Nie była sama. Szedł za nią jakiś człowiek. Sposób, w jaki pulchną dłonią obejmował biodro dziewczyny wydawał się niewłaściwy – nie tyle w sensie moralności, co estetyki. Był to niski i korpulentny, opalony w solarium i wypomadowany mężczyzna w prążkowym garniturze z czerwonym goździkiem więdnącym w butonierce.
Kiedy dotarli do drzwi, zaczęła przetrząsać torebkę w poszukiwaniu klucza, nie zwracając uwagi na grube wargi ocierające się o jej kark. W końcu znalazła klucz, otworzyła drzwi, odwróciła się w jego stronę i rzekła serdecznie:
-Bóg ci zaplac,skarbie- to milo,ze mnie odprowadziłeś do domu.
-Ejże mała! – krzyknal,bo drzwi zamykały mu się przed nosem.
-Tak, Harry?
-Harry to ten drugi. Ja jestem Sid. Sid Arbuck. Lubisz mnie.
-Uwielbiam pana, panie Arbuck. Ale już czas spać, panie Arbuck.
Pan Arbuck z niedowierzaniem wpatrywał się w zamknięte drzwi.
-Hej, mała, wpuśćże mnie! Mała przecież mnie lubisz! Wszyscy mnie lubią! Co, może nie zapłaciłem rachunku za twoich znajomych,za 5 osób, co to ich pierwszy raz w życiu widziałem?! Lubisz mnie przecież, maleńka.
Lekko zapukał do drzwi. W końcu zszedł po schodach uderzając pięścią w ścianę. Gdy znalazł się na dole, drzwi mieszkania uchyliły się dziewczyna wysunęła przez nie głowę.
-Acha, panie Arbuck..
Odwrócił się z wyrazem ulgi na twarzy.
-Następnym razem, kiedy dziewczyna poprosi o drobne na toaletę- krzyknęła wcale nie żartując- posłuchaj mojej rady , skarbie: nie dawaj jej pięćdziesięciogroszówki!

j-ai-tort 2005-04-22 16:18:34
skomentuj (9)
brown eyes*
love revolution?
pffff. niet.

Zet
A
Pe
O
eM
en
I
Jot.

piklujcie się!-pomyslała.Ona..w śmietankowych nogawkach i smyrających kotoplastach.
miauu? bo mi siostra zwariowala pod ciepla pajdą chleba.
bo mam ogryzki od poziomek w uchu i nie uznam tego incydentu za smieszny,wiesz?
bo nie jestem pieprzonym Panem Piklem z obsesja budowania światka-poł-światka na SillyLoveSongach'
niet.
pelnia powagi gdy obieżyswiatuje mieszkanie w pełni zasluzonych majtkach z grymaśnym uczuciem warg na przedramieniu.
a mam Jego.
z kwasnymi żelkami.
i nie szukam juz Pani Piklowej. mhmm.
j-ai-tort 2005-03-30 17:33:56
skomentuj (5)
apel
jestem Mięsoholiczką. tak,Jestem.
Zamięsowywuję się z dnia na dzień.
tak,Uczęszczam.
Do ABŻM (anonimowi bierni żercy mięsa).
tak,Jest mi cudownie.
szesnaście lat pięćdziesięcio-dwu kilowej Mięsotycznej masy.
Noszę Mięsotyczny rozmiar M.
tak,Jest mi rozkosznie.
Zmięsowne policzki drgające od ssania arbuzowego cukierka.
tak,Jest mi wspaniale.
Toć pan doktor Maciej (m niczym mięso),wypluwa mi z głowy Mięsotyczne Maratony Środmetrowe.
Tak.
Mam chore serce.Chore ze sprocentowanego mięsa.chore z przeciągu.
Tak.
Mam anemie.I biernie Jem to Mięso.wymięsły mi bidulowate płyteczki krwii.
Tak.
Moje łokcie skladają się z tego samego Mięsa.perfidnie poprzedziurowanego od kroplówek.
Tak.
I powiem tylko tyle.
Jestem wegetarianką.
Jestem pieprzoną alkoholiczką.
I cudownie mi z tym.
j-ai-tort 2005-02-08 17:43:43
skomentuj (15)
/obsługowa
i 3 królowie i 3 królowie z Wału Zawadowskiego przybyli. (czyt. ze wschodu). A na imię im było Danielek,Piotruś i Krzyś.
No nie gaś Jej światła! Ona się boi ciemności przecież..
Módlmy się za naszych Braci którzy w nadziei na zmartwychwstanie odeszli z tego świata.Spraw aby odnaleźli spokój i radość w Królestwie Niebieskim.Ciebie prosimy,







Smutnowłosa dziewczynka.smutek Jej włosów przeradzał się w żałobną wypłowiałośc koloru truskawkowego.chciałaś Ją zamknąć w Złotej Klatce?! Naprawdę? i że nie..nie? NIE !
W głowie chrypiała Jej melodia PRL-owskiego kabaretu.
Pięta.Powiadam pięta dzieliła Ją od kościoła.
Czuła smak Czekolady.a nie wolno Jej było Go czuć...bogobojność w ufności.a gdzie Twój Bog?!


-Czemu w Twojej bajce ktos ginie?
Jedyna Matka Nad Matkami odplunęła z wręcz gustownym uśmiechem.
-Żeby inni zaczeli wreszcie Życ. I umeblowali swoja Śmierć. Naturalnie..

Dla Niej zawsze pachniał Czekoladą.
Ścierającymi się tanimi perfumami.
A ja tę czekoladę jem,
Czekoladowy dżem
Bąbelki tu i tam !
Czekoladowy trans..
I rower ktoś mi skradł
A to nie ważne jest..
Bo zza woalki rzęs zezuję gdzie jest krem?

Nawet po Jego śmierci zajmujesz się nim bardziej niż mną ! absurd!

Wysluchaj nas Panie..

j-ai-tort 2005-01-07 21:44:29
skomentuj (4)
Miesiąc >
Obiecaj mi,że rzucisz palenie.

Mieszkała w Mieście Na Wzgórzu.Wyglądało wspaniale przy wschodzie Słońca. Wschodzie. Bo wraz z Zachodem budziła się w żółtym szlafroku. Zawsze łkająca te same słowa. Nieodłącznie z tymi samymi Gestami. Nieodpartymi Gestami, nawiedzającymi Jej Czekoladowe Szczęście od paru tygodni.I lodówka witająca Ją tą samą melodią co dnia”Koniec Drogi.I co zrobisz Mój Drogi.Utoniesz....”
Picassowe bazarki głosiły wieść o Jego śmierci. Zielone ogórki aż piszczały od Pewnej Soboty. Czerwone papryki ćmiły lekko fajki...
-'podobno znowu pali!'
-'rzekomo Pan z Dok.na wizytówce przepisał Jej proszki uspokajające!'
Cała Herbaciarnia od tego bulgocze smakiem herbaty cynamonowej.Nic się Jej nie może stać..Zielen Czerwień-kolory Diabła.
Zapaliła kolejnego Śmierdziuszka. Radio bezlitośnie namawiało Ją na rozkosz w samochodzie.
-'Myszko zaraz będziemy w domu.Pójdziesz na angielski?'
-'tak'
Powiedziała jakby celowo nie z dużej litery. Żeby nikt nie poznał z czym się boryka.Jakby chciała pokazać swojemu ukochanemu Miasteczku Na Wzgórzu,że jest silna.Że jest Damą.
A Ona Go tylko Kochała.

Nie musiała nawet dotykać stopami podłogi,żeby dojść na Swoje Piętro.Płynęła!
Poczuła tylko śnieg na policzkach.Poczuła że musi zapalić.Już w drodze.
Nie miała nawet Swojej ulubionej Czarnej Zapalniczki.
-'Utonęła'-łknela jakby dla siebie samej.
Musiała ją zdobyć.Skąd?
Z Maminej Szuflady? ona liczy zapalniczki..
Stać Ją na zapalniczkę.Stać Ją! Słyszysz? Stać Ją kurwa na głupią Piernikową zapalniczkę.
Ma pieniądze.Może sobie pozwolić na krótki usmiech! Ale ciii..jasnowłosy chłopcze.Nie wydaj Jej! Nie możesz! Nie możesz powiedziec Nikomu że stać Ją również na krótki uśmiech.Zbierała na To.Specjalnie nic nie jadła..Poświecenie żeby się szybko utopic.

Nie pójdzie na angielski.Pójdzie do Niego.Chce zobaczyć Jego dołek w brodzie.Przetrawić gorzki smak chrupek orzechowych.
Szła szybko.Szła.
Papieros spełniał juz tylko role ośmierdzania rękawiczki.
Mała dziewczynka prowadziła Ją za ręke.Mała Dziewczynka z wrózkowymi Skrzydełkami i jej Fioletową Rozdzką.Taka sama kupila Swojej Kochance.
-'Prosze pusc mnie!'
-'Cicho...bo nas uslyszy..'
-'Ale ja juz Cie nie kocham..'
Puscila Ją.Mala Dziewczynka puscila Jej reke.I tylko nucila herbatę.Nucila ta sama Babcina kolysanke..'Ah spij Kochanie,jesli Gwiazdke z Nieba chcesz,dostaniesz...mmm..'
Jej Przyosiedlowa Pustka zapachniała oleandrem.

-'Pewnie zmarzłaś.Chcesz herbaty?'
Telewizja Program 2"Termometry w całej Polsce pokaża od 15 stopni na opolszczyźnie do 28 na poludniu kraju."

Wujka nie obchodzilo to,że pyta już Trzeci raz czekając na tą samą odpowiedz w formie Jej zanurzonych ust w Jego ulubionym kubku przyniesonym przez Wujka.Oczywiste,prawda?
Ciocia szukała szalika dla Niego.Wygladala tak pieknie krzątając się po malutkim przedpokoiku z palącym w ręke żarem papierosowego filtra.

Czekała na ta Chwilę.Czekała by Go zobaczyc.I tylko lekkie skrzypnięcie perfidnie uchylonych drzwi.Wnętrze pokoju pachniało Śmiercią.To nie był już Jego pokoj..Nad Jej glowa piszczały jarzeniówki.Szarośc ścian zabraniała Jej połknąc powietrze.
Zobaczyła Go.Siedzial przed zgaszonym monitorem,tępo patrząc na jego Czarna Istotę Bytu.
Zobaczyła Go takim, jak parę lat temu w Wakacje.Wychudzonym.W blekitnych klapeczkach.Z cudownym dolkiem w brodzie.
Czemu tak? Czemu go chciala takim widziec ?
Spojrzał na Nią.Dusila się. No pomoz Jej! Boże ile wilgoci! Wilgoc w Jego oczach. Wilgoc w kazdym słowie! Miala już od niej cale wlosy mokre.
-‘Po co przyszłaś?’
Płuca nabierały wody. Mogły już tylko zrzucac szalupy ratunkowe na Jej rózową od wysilku przeponę. Rece pokaleczone od próby ucieczki. Proby ucieczki przez perfidnie uchylone drzwi.
Usiadł.
Wybiegła z Jego pokoju.
Wyziębiony organizm.Sine usta. W środku lata? Nie rozśmieszaj mnie !
Rece pocięte od łokci do nadgarstkow. Ukryte kawalki samochodowej szyby w Fioletowych żylach...Pał-ka Za-pałka Dwa Ki-je, Kto Się Nie Scho-wa Ten Kry-je !

Ciociu znajdz już ten szalik! Blagam! Usiadz..Już się nie krzątaj po malutkim przedpokoiku.Nie znajdziesz już szaliczka..To już Miesiac jak się zawieruszyl.

Ale On tak uwielbia nurkowac..Na pewno przydałby mu się ten szaliczek...na pewno..napew...n...
-‘Chcesz być lekarzem.Gratuluje’ –powiedziala w harmonii z uśmechem numer 27 z 11 katalogu.
-‘Odejdź...’

Słonce żegnalo się już z mieszkańcami Miasta Na Wzgórzu.Usiadła z Babcią na ich ulubionym murku.Patrzyły na Miasto,które zakłada żołty szlafrok Insomnii.
-‘Obiecaj mi że rzucisz palenie...’





Babciu dokończ Bajkę!
...i Bóg Mu wybaczył czyny sercowe, I lody podał Mu malinowe....

A Ja Go tylko Kochałam.

j-ai-tort 2004-12-26 23:58:49
skomentuj (9)

lay by Reina - weblog - T.I.M.D.